Kazanie: Rozpoznanie, kim jesteś – 1 Piotra 2

Pismo Święte: 1 Piotra 2:9-10

Wprowadzenie

Nazywajmy ją Bonnie, ale jest wiele osób, które mogłyby pasować do jej opisu. Była uderzająco piękna. Była inteligentna. Była dobrze ubrana. Miała jednak wygląd przestraszonego ptaka. Mówiła o swojej samotności i o głodzie znalezienia miłości. Rozpaczliwie tęskniła za kimś, kto dałby jej miłość.

Gdy słuchałem jej opowieści, pomyślałem: „Z pewnością kobieta tak dobrze wyglądająca jak ona musi mieć wiele randek i wiele okazji, aby się zakochać.”

Jak to się stało, że Bonnie posiadała tak wiele zewnętrznych pięknych cech, ale brakowało jej pewności siebie, aby przyciągnąć mężczyzn? Pochodziło to z jej dawnych wspomnień o odrzuceniu. Kiedy Bonnie miała dziewięć lat, urosła pięć centymetrów, a w gimnazjum zawsze była najwyższą dziewczyną w klasie. W wieku 5’10” przestała rosnąć i teraz, jako kobieta, jej wzrost podkreśla jej dobry wygląd. Ale ona nie może w to uwierzyć i nie może pozbyć się wspomnień ze szkolnych potańcówek, kiedy to wszyscy jej koledzy byli wybierani, a ona zostawała sama. Przypomina sobie raniące słowa koleżanek z klasy, które ją przezywały. „Może nie wiesz, jak to jest”, powiedziała, „być w grupie i być jedyną, która nie została wybrana. To sprawia, że czujesz się jak kawałek śmieci.”

Mnóstwo badań w ciągu ostatnich czterdziestu lat wskazują, że sposób, w jaki widzimy siebie określa w dużym stopniu sposób, w jaki działamy i reagujemy w życiu. Że jeden’s self-perception, self-worth, self-esteem ma tendencję do być czynnikiem rządzącym w naszym życiu. Jeśli widzimy siebie jako przegranego, to w dużej mierze zachowujemy się jak przegrany. Jeśli widzimy siebie jako ofiarę, mamy tendencję do pozwalania ludziom, aby nas wiktymizowali. Jeśli widzimy siebie jako nietwórczych, nigdy nie wpadamy na żadne twórcze pomysły. Jeśli widzimy siebie jako śmiecia, zaczynamy myśleć, że jesteśmy śmieciami. Jeśli widzimy siebie jako odnoszących sukcesy, mamy tendencję do powtarzania sukcesów, które odnieśliśmy w przeszłości. Podobnie jak Bonnie, sami siebie ustawiamy. Nasze przekonania na swój temat determinują nasze zachowanie.

Jak wynika z historii Bonnie, przekonania, które mamy na swój temat pochodzą z dzieciństwa. Niestety, niektóre lub wiele z tych przekonań są fałszywe. Wielu ludzi ma negatywny pogląd na siebie z powodu błędnych informacji, które otrzymali z niedoinformowanych i nieautoryzowanych źródeł w swoim życiu.

Potrzebujemy spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Potrzebujemy usłyszeć od poinformowanego i autoryzowanego źródła. Student architektury wziął udział w ogólnokrajowym konkursie na projekt budynku. Oceniony przez panel architektów, jej projekt otrzymał Honorowe Wyróżnienie. Była całkowicie przygnębiona. Wierzyła, że jej projekt był najlepszy. Podczas lunchu w ostatnim dniu zjazdu siedziała nad niedojedzoną kanapką, patrząc na swoje dzieło. Przyglądał się jej też jakiś starszy mężczyzna. W końcu zauważył, nie wiedząc, kto zaprojektował budynek: „Ten, jak sądzę, jest najlepszy ze wszystkich”. Sędziowie przyznali jej pracy jedynie Wyróżnienie Honorowe, ale jednemu starszemu człowiekowi spodobała się ona. Młoda studentka wróciła do domu podekscytowana. Dlaczego? Ponieważ tym starszym człowiekiem był Frank Lloyd Wright, prawdopodobnie największy architekt tamtych czasów.

Kiedy autorytet mówi nam coś, możemy na to liczyć. Bóg jest autorytetem w kwestii tego, kim jesteśmy. On jest naszym Stwórcą. On daje nam prawidłowe informacje. On jest tym, którego powinniśmy słuchać o tym, kim jesteśmy. Piotr, w pierwszym rozdziale, mówi o tym, co Bóg dla nas uczynił. W rozdziale drugim mówi o tym, co Bóg mówi o nas. Jako wierzący w Jezusa Chrystusa, informuje nas o tym, kim jesteśmy.

I. Jesteście do przyjęcia (w. 9, „wybrany rodzaj”)

Eugene Petersen parafrazuje „Jesteście wybranymi przez Boga … z niczego do czegoś, z odrzuconych do przyjętych” (1 Piotra 2:9-10, The Message). Większość z nas spędza całe życie, starając się zasłużyć na akceptację. Szukamy jej u naszych rodziców, rówieśników, partnerów. Szukamy akceptacji wśród ludzi, których szanujemy i tych, którym zazdrościmy. Nasze pragnienie bycia akceptowanym wpływa na rodzaj ubrań, które nosimy, rodzaj samochodu, którym jeździmy, rodzaj domu, który kupujemy, a nawet na karierę, którą wybieramy.

Dlaczego tak bardzo zależy nam na akceptacji? Ponieważ uwielbiamy uczucie akceptacji. Uwielbiamy wiedzieć, że ktoś nas wybrał i zaakceptował. Pamiętasz grę w baseball jako dziecko i dzielenie się drużynami? Zazwyczaj dwaj najlepsi gracze byliby kapitanami i jak oni wybierali strony myślałeś: „Mam nadzieję, że zostanę wybrany przez ten zespół, bo oni są zwycięską drużyną”. Jeśli zostałeś wybrany przez tę drużynę, pamiętasz jak wspaniale się czułeś, że zostałeś wybrany przez najlepszego gracza? Z drugiej strony, pamiętacie jak źle się czuliście, kiedy zostaliście wybrani do ostatniej dwójki lub trójki, a wy nadal nie byliście wybrani?

Kiedy jesteście wybrani, zaakceptowani, to podnosi waszą samoocenę.

Niektórzy rodzice na Wschodnim Wybrzeżu otrzymali telefon od swojego syna podczas wojny koreańskiej. Byli zachwyceni, ponieważ nie słyszeli od niego przez wiele miesięcy. Powiedział, że jest w San Francisco w drodze do domu.

„Mamo, chciałem ci tylko dać znać, że zabieram ze sobą do domu kumpla”, powiedział. „On został ranny dość mocno, i ma tylko jedno oko, jedną rękę, i jedną nogę. Chciałbym, żeby zamieszkał z nami.”

„Jasne, synu,” odpowiedziała jego matka. „On brzmi jak odważny człowiek. Możemy znaleźć dla niego miejsce na jakiś czas.”

„Mamo, nie rozumiesz. Chcę, żeby z nami zamieszkał.”

„Dobrze, OK,” powiedziała w końcu. „Moglibyśmy spróbować przez sześć miesięcy lub tak.”

„Nie, mamo, chcę, żeby został na zawsze. On nas potrzebuje. On ma tylko jedno oko, jedną rękę i jedną nogę. On jest naprawdę w złym stanie.”

Do tej pory jego matka straciła cierpliwość. „Synu, jesteś nierealistyczny w tej sprawie. Jesteś emocjonalny, bo brałeś udział w wojnie. Ten chłopiec będzie dla ciebie ciężarem i stałym problemem dla nas wszystkich. Bądź rozsądny.”

Telefon zatrzasnął się martwy. Następnego dnia rodzice otrzymali telegram: ich syn popełnił samobójstwo. Tydzień później rodzice otrzymali ciało. Z niewypowiedzianym smutkiem patrzyli na zwłoki swojego syna, który miał jedno oko, jedną rękę i jedną nogę.

Nawet z naszymi ułomnościami, wadami charakteru, niedociągnięciami, niepewnością i niedojrzałością, Bóg akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Zaprasza nas do domu. Bez żadnych warunków. Ani ograniczeń. Wybiera nas do swojej drużyny. Nie musimy się oczyszczać, zszywać czy poprawiać, aby być zaakceptowanymi przez Boga. On przyjmuje nas z jednym okiem, jedną ręką, jedną nogą – czując się jak śmieć.

II. Jesteście cenni (w. 9, „lud na Jego własność”)

Jak sądzicie, ile jesteście warci? Nie mówię tu o wartości netto, ale o wartości samego siebie. Nigdy nie powinniśmy mylić rzeczy wartościowych z wartością jako osoby. Aby odpowiedzieć na pytanie, ile myślisz, że jesteś wart, musimy zadać inne pytanie, co określa wartość? Istnieją dwie rzeczy, które określają wartość w życiu: Wartość zależy od tego, ile ktoś jest gotów za coś zapłacić. Dom, samochód, dzieło sztuki, karta baseballowa są warte tylko tyle, ile ktoś jest skłonny za nie zapłacić. Wartość zależy od tego, kto był właścicielem danego przedmiotu w przeszłości. Ostatnie aukcje osobistych rzeczy Jacqueline Kennedy i Princes Diana ujawnia, że wartość jest wzmocniona przez poprzednich właścicieli.

Based na tych dwóch kryteriów, co jest twoja wartość? Ile jesteś wart? Pismo Święte mówi: „Zostałeś kupiony i zapłacony przez Chrystusa, więc należysz do Niego” (1 Kor. 7:23 NIV). Kto jest twoim właścicielem? Co zostało za ciebie zapłacone? Chrystus jest twoim właścicielem i zapłacił za ciebie swoim życiem. Bóg wymienił swojego własnego Syna za ciebie. Krzyż udowadnia twoją wartość. Bóg mówi, że tak bardzo cię kocham. Jezus oddał swoje życie za ciebie. A Jezus nie umarł za śmieci.

Przerażona kobieta znalazła swoje miejsce w szalupie ratunkowej, która miała zostać opuszczona z Titanica na szalejący Północny Atlantyk. Nagle pomyślała o czymś, czego potrzebowała, więc poprosiła o pozwolenie na powrót do swojej kajuty, zanim odpłyną. Dostała trzy minuty albo będą musieli odejść bez niej.

Biegła przez pokład, który był już nachylony pod niebezpiecznym kątem. Przebiegła przez salon gier ze wszystkimi pieniędzmi, które potoczyły się na jedną stronę, głęboko po kostki. Dotarła do swojej kajuty i szybko odrzuciła na bok diamentowe pierścionki, drogie bransolety i naszyjniki. Sięgnęła na półkę nad łóżkiem i chwyciła trzy małe pomarańcze. Szybko znalazła drogę powrotną do łodzi ratunkowej i wsiadła do niej.

Podobnie, jako wierzący w Jezusa zostaliśmy uratowani do Jego łodzi ratunkowej zbawienia. Podobnie jak kobieta, która wróciła po pomarańcze, Jezus poszedł na krzyż za nas. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy dla Niego tak niesamowicie cenni i wartościowi. Nie da się pojąć, jak wielką wartością jesteśmy dla Jezusa. W systemie wartości społeczeństwa możemy wydawać się niczym więcej niż pomarańczą w porównaniu z diamentem. Ale dla Jezusa jesteśmy najcenniejszym skarbem na całym świecie.

III. Jesteście zdolni (w. 9, „królewskie kapłaństwo”)

Teraz to może brzmieć dla nas trochę przerażająco. Kapłan. Ale Piotr mówi, że dwie korzyści, które mają kapłani, są teraz dostępne dla każdego, kto wierzy w Jezusa Chrystusa. Po pierwsze, mamy bezpośredni dostęp do Boga. Mamy prawo zwracać się bezpośrednio do Boga. Nie musimy się modlić przez nikogo innego. Nie musimy wyznawać naszych grzechów przed nikim innym. Nie musimy doświadczać Boga przez kogoś innego. Możemy udać się bezpośrednio do Boga. Po drugie, jesteśmy odpowiedzialni za służbę na rzecz potrzeb innych ludzi. Każdy chrześcijanin jest sługą. Nie pastorem, ale ministrem. Bóg mówi, że ty i ja zostaliśmy uzdolnieni do służby, aby służyć innym ludziom. Jesteśmy „narzędziami Boga, aby wykonywać Jego dzieło i mówić o Nim, aby opowiadać innym o nocnej i dziennej różnicy, którą On dla nas uczynił” (1 List Piotra 2:9, The Message).

Łacińskie słowo kapłan oznacza most. Kapłan jest budowniczym mostów pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Albo jak powiedział stary kaznodzieja: „Jesteśmy zbawieni, aby służyć”. Jeśli nie służymy, po co na świecie zostaliśmy zbawieni?

Bill Hybels ujmuje to w ten sposób: „Nigdy nie chciałbym pewnego dnia sięgnąć miękką, niewezwaną ręką – ręką nigdy nie zabrudzoną przez służbę – i uścisnąć przebitą gwoździami dłoń Jezusa.”

Czy wyobrażacie sobie uczucie szacunku, kiedy uświadamiamy sobie, że Bóg powierzył nam swoje dzieło?”

IV. Jesteście przebaczalni (w. 9-10)

Innymi słowy, jesteście przebaczeni. Nie ma trzech słów, które bardziej komunikują wartość siebie niż: Jesteście przebaczeni. Bóg nie wciera twoich grzechów, on je wyrzuca. On nie powtarza twojego grzechu, tak jak my to robimy, On go uwalnia.

Kiedy przychodzimy do Chrystusa, nasze grzechy zostają wymazane. Nie zostaniemy za nie pociągnięci do odpowiedzialności. Zostają one zapomniane. Odeszły. Wymazane. Traktowane tak, jakby nigdy nie istniały.

Bóg jest w biznesie przebaczania grzechów. On może wziąć wszystkie nasze grzechy i wymazać je do czysta. Natychmiast nasza przeszłość może zostać oczyszczona.

Zamożny angielski kupiec był bardzo ekscentryczny i zadowalał się tylko najlepszym ze wszystkiego. Więc naturalnie, musiał jeździć Rolls-Royce coupe. To była jego duma i radość. Ale pewnego dnia, po latach doskonałej służby, uderzył w głęboką dziurę i jego tylna oś pękła. Ten Anglik odesłał samochód do fabryki Rolls-Royce’a i był zaskoczony, gdy samochód został naprawiony w ciągu jednej nocy i zwrócony mu bez rachunku. Chociaż gwarancja się skończyła, nie było żadnych opłat. Samochód został naprawiony perfekcyjnie, wszystko za darmo.

Właściciel zadzwonił do firmy i zapytał o naprawę. Odpowiedź brzmiała: „Nie mamy absolutnie żadnego zapisu o tym, że oś w twoim Rolls-Royce’ie kiedykolwiek się złamała. Nie może być żadnych opłat.” Zobowiązanie firmy do doskonałości nie pozwoliłoby, aby wada została ujawniona. Dlatego też naprawiono szkodę natychmiast i bez opłat. Jakby nigdy nic nie poszło źle.

Tak samo jest z Bożym miłosierdziem. Kiedy wyznajemy nasz grzech, Chrystus przebacza nam natychmiast i bez opłat. Jakby nic nigdy nie poszło źle.

Konkluzja

Więc masz to. Cztery filary poczucia własnej wartości. Jestem akceptowalny. Jestem wartościowy. Jestem zdolny. Jestem wybaczalny. Dzięki temu, co Bóg dla nas uczynił, możemy „głosić chwałę Tego, który was wezwał z ciemności do swego cudownego światła” (1 List Piotra 2:9). Jesteśmy rękodziełem Boga, Jego arcydziełem, Jego stworzeniem. Dlatego oddajemy Mu chwałę za to, kim jesteśmy. Piotr mówi dalej: „Dawniej nie byliście ludem, lecz teraz jesteście ludem Bożym; nie dostąpiliście miłosierdzia, lecz teraz dostąpiliście miłosierdzia” (1 P 2:10). Jesteśmy Jego własnością – jesteśmy wybrani, mamy wartość, zostaliśmy uznani za zdolnych, otrzymaliśmy przebaczenie. Kiedy to mamy i wiemy, że system osądzania świata nie ma znaczenia. Wiemy, że nie jesteśmy śmieciem. Jesteśmy Boży.

Terapeuta rodzinny Paul Faulkner opowiada o człowieku, który postanowił adoptować nastolatkę z problemami. Można by zakwestionować logikę ojca. Dziewczyna była destrukcyjna, nieposłuszna i nieuczciwa. Uważano, że jest zdeterminowana, aby taka być, a jej zachowanie było realizacją fałszywych i błędnych myśli, które miała o sobie. Pewnego dnia wróciła do domu ze szkoły i splądrowała dom w poszukiwaniu pieniędzy. Zanim przyjechał, już jej nie było, a dom był w rozsypce.

Po usłyszeniu o jej działaniach, przyjaciele namawiali go, aby nie finalizował adopcji. „Pozwól jej odejść”, mówili. „Przecież ona tak naprawdę nie jest twoją córką”. Jego odpowiedź brzmiała po prostu. „Tak, wiem. Ale powiedziałem jej, że nią jest.”

Bóg również powiedział nam, że jesteśmy Jego dziećmi, jeśli ufamy i wierzymy w Niego. Możemy się buntować i nadużywać naszych praw i przywilejów, ale Bóg nadal mówi nam, że jesteśmy Jego dziećmi.

Przypomina mi się humorystyczna historia o wizycie prezydenta Stanów Zjednoczonych w domu opieki. Prezydent wszedł do placówki ze swoją świtą i został przyjęty z radością przez starszych mieszkańców. Kiedy przechodził od osoby do osoby w części mieszkalnej, zauważył kobietę na wózku inwalidzkim, która wydawała się raczej niezainteresowana. Miesiące kampanii wyborczej nauczyły go, jak „pracować w pokoju” i nie chciał urazić kogoś, kto być może będzie w pobliżu, aby zagłosować w następnym wyścigu. Podszedł do niej, uśmiechnął się, poklepał ją po ramieniu i delikatnie ścisnął jej wątłą dłoń. Odwzajemniła uśmiech, ale nic nie powiedziała. „Czy wie pani, kim jestem?” zapytał prezydent. „Nie”, odpowiedziała, „ale jeśli zapytasz panią na stanowisku pielęgniarek tam, ona ci powie.”

Czy wiesz, kim jesteś? Jeśli zapytasz Jezusa, On ci powie. Jako wierzący w Niego jesteśmy akceptowani, cenieni, zdolni i przebaczeni. Czego więcej moglibyśmy chcieć?

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.